Dziewczyną Love&Trade została Agnieszka Lenart. Foto Anna Bloda.
Agnieszka odpowiedziała na kilka naszych pytań.
Skąd do nas przyjechałaś i co robisz w Warszawie?
W Warszawie pracuję w Instytucie Adam Mickiewicza jako redaktor angielskiej wersji jezykowej strony internetowej Culture.pl. Piszę i redaguję teksty na temat osiągnięć polskich twórców. Promujemy wydarzenia związane z polską kulturą na całym świecie. Tłumaczę i redaguję książki dla Fundacji Bec Zmiany, ale także dla innych fundacji/instytucji. Ostatnio tłumaczyłam napisy do bardzo ciekawego filmu o polskim himalaizmie pod tytułem Art of Freedom, produkowanym przez Instytut.
Wiem, że miałaś długą przygodę z modą. Opowiesz nam o tym?
Przyjechałam do Warszawy siedem lat temu. Mieszkałam w Nowym Jorku przez 25 lat. Plan był taki żeby zostać rok i wrócić na studia - zrobić doktorat z literatury na Princeton czy Yale, ale się nie dostałam. Raczej też bym nie uwierzyła w moja wytrwalość, bo zazwyczaj się nudzę 1-3 lata po rozpoczęciu jakiegoś projektu. Zawsze szukam czegoś nowego. To ta kapryśność mnie sprowadziła do Warszawy. W Nowym Jorku miałam super życie, niesamowitą pracę, znałam niezwykłych ludzi. Moją pierwszą pracą po studiach było bycie asystentką mody w magazynie Vanity Fair. Przy pierwszej sesji ubierałam Meryl Streep, Gwyneth Paltrow i Nicole Kidman. A dla Gwyneth, sama wybrałam strój. Potem były sesje z Jennifer Lopez, Beyonce, Salma Hayek, i coraz więcej sław… Po trzech latach nadszedł czas by pójść dalej w mojej karierze, bardzo dużo się nauczyłam pracując z najlepszymi stylistami i takimi fotografami jak Annie Leibovitz czy Bruce Weber.
Brzmi to surrealistycznie, ale miałam przed sobą wybór między pracą jako stylistka w Vogue i Elle. Wybralam Elle dlatego, że spedziłam trzy lata w Conde Nast i chciałam zobaczyć jak to jest w innych wydawnictwach. Tak jak w Vanity Fair było niesamowicie, bo pracuje tam bardzo dużo inteligentnych osób, którzy wcale nie interesują się modą - bo to nie jest jednak pismo o modzie, tylko o kulturze, o historii Hollywood, o High Society - to w Elle wszystkie dziewczyny chciały rozmawiać wyłącznie o torebkach Prada. I było to torturą. Siedziałam w małym biurze - to już nie bylo Conde Nast w Times Square z pieknymi oknami jak z filmu - tylko jakiś obskurny, stary biurowiec z lat trzydziestych.
Kryzysowy moment nadszedł przy sesji z Naomi Campbell, przy której asystowałam dyrektorce działu. Był to najgorszy koszmar, jest to najwredniejsza osoba na świecie i postanowiłam, że nie będę już pracować w branży gdzie taki rodzaj człowieka jest akceptowany. Miałam lekkie załamanie nerwowe i przyjechałam do Polski, do rodziny, by odpocząć.
A jednak zostałam dłużej. Najpierw uczylam francuskiego w American School of Warsaw, potem zatęskniłam za modą i zaczęłam pracować jako freelance stylist dla A4, Glamour, Twój Styl. Ale od razu miałam wrazenie, że swiat mody w Warszawie jest jeszcze bardziej absurdalny niż ten w Nowym Jorku. Bo tu ego zazwyczaj nadrabia za talent. Jest to młody zawód i niewiele osób sie do niego nadaje - na szczęście jest kilka fajnych osób jak Ina Lekiewicz czy Zuza Lewandowska, które jakoś ratują tą scenę mody, która naprawdę jest fatalna.
Pracowałam przez chwilę w Twoim Stylu, ale z Pieńkowską miałam podobne doswiadczenie jak z Naomi - więc szybko sie to zakończyło. W ogóle niesamowite jest to że taka osoba może stać na czele pisma o modzie - osoba, która nie ma ani grama gustu.
Masz świetny styl. W jakis sposób kompletujesz swoją szafę?
Ja rzadko robię zakupy w Warszawie, ale czasem na Mokotowskiej mi sie udaje coś znaleźć ub w Frank A. na Koszykowej albo w Love&Trade. Zazwyczaj jadę raz do roku do Nowego Jorku na zakupy. Ale uważam, ze trzeba kupić ubrania wysokiej jakości. Nigdy nie kupuję w Zarze czy H&M czy Mango. Takie sklepy odbierają ludziom styl i w ogóle niszczą rzemiosło projektowania ubrań. Ja nosze te same rzeczy przez 10-15 lat, ktore moze były drogie, ale się fantastycznie trzymaja.
Jakie wartosci wyznajesz? Co moglabyś przekazać młodym dziewczynom?
Bazuję na serdeczności, szczerości, elegancji i indywidualności. Bardzo mieszam style, a w Polsce czasem ludzie nie pojmują, że raz można być bardzo elegancką, czasem troche rockową - a czasem nawet i tym i tym na raz. Najważniejsze jest to, żeby Polacy zaczęli być dla siebie mili. Źeby się uśmiechali, witali i byli dla siebie przyjaźni. I sami dla siebie.
Gdzie będziesz jutro, za rok, za 10 lat?
Za 10 lat, mam nadzieję, że będę promować kolejną książkę - 4 czy 5. Zawsze najbardziej chciałam być pisarką - w tym roku się za to biorę.
