LOVE&TRADE

Butik z ubraniami polskich brandow projektantow.
Solec 18/1500m2 do wynajecia
Wt-Nd 13-19

Promujemy mlode talenty. Stawiamy na oryginalnosc i jakosc. W naszej ofercie znajdziesz zarowno mode uliczna, jak i eleganckie kreacje na wielkie wyjscie.

Dziewczyną Love&Trade została Agnieszka Lenart. Foto Anna Bloda.

Agnieszka odpowiedziała na kilka naszych pytań.

Skąd do nas przyjechałaś i co robisz w Warszawie?


W Warszawie pracuję w Instytucie Adam Mickiewicza jako redaktor angielskiej wersji jezykowej strony internetowej Culture.pl. Piszę i redaguję teksty na temat osiągnięć polskich twórców. Promujemy wydarzenia związane z polską kulturą na całym świecie. Tłumaczę i redaguję książki dla Fundacji Bec Zmiany, ale także dla innych fundacji/instytucji. Ostatnio tłumaczyłam napisy do bardzo ciekawego filmu o polskim himalaizmie pod tytułem Art of Freedom, produkowanym przez Instytut.


Wiem, że miałaś długą przygodę z modą. Opowiesz nam o tym?


Przyjechałam do Warszawy siedem lat temu. Mieszkałam w Nowym Jorku przez 25 lat. Plan był taki żeby zostać rok i wrócić na studia - zrobić doktorat z literatury na Princeton czy Yale, ale się nie dostałam. Raczej też bym nie uwierzyła w moja wytrwalość, bo zazwyczaj się nudzę 1-3 lata po rozpoczęciu jakiegoś projektu. Zawsze szukam czegoś nowego. To ta kapryśność mnie sprowadziła do Warszawy.  W Nowym Jorku miałam super życie, niesamowitą pracę, znałam niezwykłych ludzi. Moją pierwszą pracą po studiach było bycie asystentką mody w magazynie Vanity Fair. Przy pierwszej sesji ubierałam Meryl Streep, Gwyneth Paltrow i Nicole Kidman. A dla Gwyneth, sama wybrałam strój. Potem były sesje z Jennifer Lopez, Beyonce, Salma Hayek, i coraz więcej sław… Po trzech latach nadszedł czas by pójść dalej w mojej karierze, bardzo dużo się nauczyłam pracując z najlepszymi stylistami i takimi fotografami jak Annie Leibovitz czy Bruce Weber.


Brzmi to surrealistycznie, ale miałam przed sobą wybór między pracą jako stylistka w Vogue i Elle. Wybralam Elle dlatego, że spedziłam trzy lata w Conde Nast i chciałam zobaczyć jak to jest w innych wydawnictwach. Tak jak w Vanity Fair było niesamowicie, bo pracuje tam bardzo dużo inteligentnych osób, którzy wcale nie interesują się modą - bo to nie jest jednak pismo o modzie, tylko o kulturze, o historii Hollywood, o High Society - to w Elle wszystkie dziewczyny chciały rozmawiać wyłącznie o torebkach Prada. I było to torturą. Siedziałam w małym biurze - to już nie bylo Conde Nast w Times Square z pieknymi oknami jak z filmu - tylko jakiś obskurny, stary biurowiec z lat trzydziestych.

Kryzysowy moment nadszedł przy sesji z Naomi Campbell, przy której asystowałam dyrektorce działu. Był to najgorszy koszmar, jest to najwredniejsza osoba na świecie i postanowiłam, że nie będę już pracować w branży gdzie taki rodzaj człowieka jest akceptowany. Miałam lekkie załamanie nerwowe i przyjechałam do Polski, do rodziny, by odpocząć.

A jednak zostałam dłużej. Najpierw uczylam francuskiego w American School of Warsaw, potem zatęskniłam za modą i zaczęłam pracować jako freelance stylist dla A4, Glamour, Twój Styl. Ale od razu miałam wrazenie, że swiat mody w Warszawie jest jeszcze bardziej absurdalny niż ten w Nowym Jorku. Bo tu ego zazwyczaj nadrabia za talent. Jest to młody zawód i niewiele osób sie do niego nadaje - na szczęście jest kilka fajnych osób jak Ina Lekiewicz czy Zuza Lewandowska, które jakoś ratują tą scenę mody, która naprawdę jest fatalna.

Pracowałam przez chwilę w Twoim Stylu, ale z Pieńkowską miałam podobne doswiadczenie jak z Naomi - więc szybko sie to zakończyło. W ogóle niesamowite jest to że taka osoba może stać na czele pisma o modzie - osoba, która nie ma ani grama gustu.
Masz świetny styl. W jakis sposób kompletujesz swoją szafę?

Ja rzadko robię zakupy w Warszawie, ale czasem na Mokotowskiej mi sie udaje coś znaleźć ub w Frank A. na Koszykowej albo w Love&Trade. Zazwyczaj jadę raz do roku do Nowego Jorku na zakupy. Ale uważam, ze trzeba kupić ubrania wysokiej jakości. Nigdy nie kupuję w Zarze czy H&M czy Mango. Takie sklepy odbierają ludziom styl i w ogóle niszczą rzemiosło projektowania ubrań. Ja nosze te same rzeczy przez 10-15 lat, ktore moze były drogie, ale się fantastycznie trzymaja.

Jakie wartosci wyznajesz? Co moglabyś przekazać młodym dziewczynom?

Bazuję na serdeczności, szczerości, elegancji i indywidualności. Bardzo mieszam style, a w Polsce czasem ludzie nie pojmują, że raz można być bardzo elegancką, czasem troche rockową - a czasem nawet i tym i tym na raz. Najważniejsze jest to, żeby Polacy zaczęli być dla siebie mili. Źeby się uśmiechali, witali i byli dla siebie przyjaźni. I sami dla siebie.


Gdzie będziesz jutro, za rok, za 10 lat?


Za 10 lat, mam nadzieję, że będę promować kolejną książkę - 4 czy 5. Zawsze najbardziej chciałam być pisarką - w tym roku się za to biorę.

Karolina Sulej w obiektywie Anny Blody.

Tym razem twarzą Love&Trade została KAROLINA SULEJ.
1.Opowiedz nam coś o sobie, czym się zajmujesz, kim jesteś?
 Pierwsze pytanie i od razu nie umiem odpowiedzieć. Na wstępie zaznaczę,  że zdecydowanie lepsza jestem w zadawaniu pytań niż w odpowiadaniu na  nie – wolałabym się przedstawiać poprzez wywiady, które robię sama. Ale  skoro zgodziłam się założyć te fantastycznie ciuchy, a Ania Bloda miała  cierpliwość, żeby z zakompleksionej panienki, którą się czuję, wydobyć  modelkę, to chyba nie mam wyboru.  Pominę pytanie, „kim jesteś?”,  bo kojarzy mi się z lajfstajlowymi łapankami, w których modnie ubrana  osoba musi w kilku sekund określić swój stosunek do życia tak, żeby  pasował do ciuchów, które ma na sobie i jeszcze był wystarczająco fajny.  Wiem, co mówię – redagowałam „łapanki” i sama brałam w nich udział, co  wydaje mi się jedną z głupszych rzeczy, jakie popełniłam w czasach  wczesno-studenckich.  Jestem dziennikarką  freelancerką piszącą m.n dla Wysokich Obcasów, Exklusiva, Aktivista i  Podróży, czasem stylistką w Obcasach i doktorantką w Instytucie Kultury  Polskiej, gdzie zajmuję się uczeniem się jak się uczy studentów oraz  badaniem mody polskiej.  2. Piękna. ambitna, niezależna, mądra. Czym jest dla Ciebie rozwój?
 Jestem pracoholiczką i świetnie się z tym czuję. Nie wiem, czy jestem  piękna – niech ocenią to inni. Niezależna staram się być, ale to ciągła  praca nad sobą. Ambitna jestem czasem do przesady, może to wina mojego  baraniego znaku zodiaku i tego, że jestem jedynaczką. Odkąd pamiętam  zawsze uważałam, że zrobiłam nie dość, nie dość dobrze, że można lepiej i  więcej. Mądra mam nadzieję być, jak będę mieć 80 lat, nosić pielucho  majtki, mieć na głowie siwy kok, 100 romansów i wywiadów, z których  jestem dumna na koncie i tyle anegdot, że wszystkie moje wnuki będą  zafascynowane epoką, która je ominęła. Czym jest rozwój? Chyba wtedy,  kiedy jeśli widzisz, że coś cię fascynuje i budzi w tobie lęk ogromem  wyzwania, jakie sobą prezentuje, a jednak wybierasz fascynację ponad  lękiem,  że nie podołasz.  3. Jak układają się Twoje relacje z kobietami i mężczyznami?
 Na początek patetycznie – każdy człowiek wydaje mi się ciekawy. Inaczej  nie miałabym takiego zawodu, jaki mam. Bardzo łatwo zakochuje się w  dziach, nawet jeśli ta miłość trwa tylko chwilę. Ważne, żeby czuć się za  innych i za tę miłość odpowiedzialnym. Nawet jeśli są to tylko osoby, z  którymi robię wywiad – wiem, że przecież wcale nie muszą obcej lasce  odpowiadać na te wszystkie pytania - mam wobec nich dług wdzięczności i  nie mogę ich zawieść. Mam zajebistego chłopaka, który potrafi  powiedzieć mi w odpowiednich momentach, żebym nie miała spiętej dupy i z  którym tworzymy zgrany team – jako para i jako dziennikarski duet.  Mam paczkę przyjaciół, bez których byłabym niczym i za każdym razem,  kiedy dostaje od nich smsy czuję, że jest szansa, że kiedy będziemy mieć  60 lat wciąż będziemy spotykać się na piwie, żeby dyskutować, plotkować  i się wygłupiać. Są to zarówno kobiety i mężczyźni, parytet absolutny –  nie czuję, żebym musiała to jakoś płciowo różnicować.  Łączy ich jedno –  wszyscy to gotowe postacie z literatury czy filmu. Moje relacje z nimi  są nieustanną przygodą. 4. Czy wierzysz w prawdziwą milość na całe życie? Tak.  5. Jaką literaturę, muzykę polecisz na jesień? Debiutancką płytę Anny Calvi – jej koncert w Warszawie będzie w  październiku. Książka – nowa, świeża Judith Butler, którą właśnie wydaje  Teatr Dramatyczny.  6. Co kochasz w modzie? Cytuję z Gazety Żydowskiej: „Wojna wojną, ale Kaprysy Pani mody trwają nadal”

Tym razem twarzą Love&Trade została KAROLINA SULEJ.

1.Opowiedz nam coś o sobie, czym się zajmujesz, kim jesteś?


Pierwsze pytanie i od razu nie umiem odpowiedzieć. Na wstępie zaznaczę, że zdecydowanie lepsza jestem w zadawaniu pytań niż w odpowiadaniu na nie – wolałabym się przedstawiać poprzez wywiady, które robię sama. Ale skoro zgodziłam się założyć te fantastycznie ciuchy, a Ania Bloda miała cierpliwość, żeby z zakompleksionej panienki, którą się czuję, wydobyć modelkę, to chyba nie mam wyboru.
Pominę pytanie, „kim jesteś?”, bo kojarzy mi się z lajfstajlowymi łapankami, w których modnie ubrana osoba musi w kilku sekund określić swój stosunek do życia tak, żeby pasował do ciuchów, które ma na sobie i jeszcze był wystarczająco fajny. Wiem, co mówię – redagowałam „łapanki” i sama brałam w nich udział, co wydaje mi się jedną z głupszych rzeczy, jakie popełniłam w czasach wczesno-studenckich.
Jestem dziennikarką freelancerką piszącą m.n dla Wysokich Obcasów, Exklusiva, Aktivista i Podróży, czasem stylistką w Obcasach i doktorantką w Instytucie Kultury Polskiej, gdzie zajmuję się uczeniem się jak się uczy studentów oraz badaniem mody polskiej.

2. Piękna. ambitna, niezależna, mądra. Czym jest dla Ciebie rozwój?


Jestem pracoholiczką i świetnie się z tym czuję. Nie wiem, czy jestem piękna – niech ocenią to inni. Niezależna staram się być, ale to ciągła praca nad sobą. Ambitna jestem czasem do przesady, może to wina mojego baraniego znaku zodiaku i tego, że jestem jedynaczką. Odkąd pamiętam zawsze uważałam, że zrobiłam nie dość, nie dość dobrze, że można lepiej i więcej. Mądra mam nadzieję być, jak będę mieć 80 lat, nosić pielucho majtki, mieć na głowie siwy kok, 100 romansów i wywiadów, z których jestem dumna na koncie i tyle anegdot, że wszystkie moje wnuki będą zafascynowane epoką, która je ominęła. Czym jest rozwój? Chyba wtedy, kiedy jeśli widzisz, że coś cię fascynuje i budzi w tobie lęk ogromem wyzwania, jakie sobą prezentuje, a jednak wybierasz fascynację ponad lękiem, że nie podołasz.

3. Jak układają się Twoje relacje z kobietami i mężczyznami?


Na początek patetycznie – każdy człowiek wydaje mi się ciekawy. Inaczej nie miałabym takiego zawodu, jaki mam. Bardzo łatwo zakochuje się w dziach, nawet jeśli ta miłość trwa tylko chwilę. Ważne, żeby czuć się za innych i za tę miłość odpowiedzialnym. Nawet jeśli są to tylko osoby, z którymi robię wywiad – wiem, że przecież wcale nie muszą obcej lasce odpowiadać na te wszystkie pytania - mam wobec nich dług wdzięczności i nie mogę ich zawieść.
Mam zajebistego chłopaka, który potrafi powiedzieć mi w odpowiednich momentach, żebym nie miała spiętej dupy i z którym tworzymy zgrany team – jako para i jako dziennikarski duet.
Mam paczkę przyjaciół, bez których byłabym niczym i za każdym razem, kiedy dostaje od nich smsy czuję, że jest szansa, że kiedy będziemy mieć 60 lat wciąż będziemy spotykać się na piwie, żeby dyskutować, plotkować i się wygłupiać. Są to zarówno kobiety i mężczyźni, parytet absolutny – nie czuję, żebym musiała to jakoś płciowo różnicować. Łączy ich jedno – wszyscy to gotowe postacie z literatury czy filmu. Moje relacje z nimi są nieustanną przygodą.

4. Czy wierzysz w prawdziwą milość na całe życie?
Tak.

5. Jaką literaturę, muzykę polecisz na jesień?
Debiutancką płytę Anny Calvi – jej koncert w Warszawie będzie w październiku. Książka – nowa, świeża Judith Butler, którą właśnie wydaje Teatr Dramatyczny.

6. Co kochasz w modzie?
Cytuję z Gazety Żydowskiej: „Wojna wojną, ale Kaprysy Pani mody trwają nadal”

Dziś kobietą Love&Trade jest Magdalena Ławniczak. Na zdjęciach w obiektywie Anny Blody.

Magda odpowiedziała nam na kilka pytań.

1. Jesteś fotografem. Jak to się stało, że tak piękna osoba, która mogłaby startować w modellingu lub aktorstwie stanęła po drugiej stronie aparatu?

Trzy miesiące przed egzaminami na ASP zrezygnowałam. Miałam studiować malarstwo. Zdałam na filozofię. To był dobry wybór. Na drugim roku kupiłam aparat. Budziłam sie i zasypiałam mysląc o zdjęciach.

2. Jak rozwijała się Twoja kariera? Słyszałam, że miałaś kilka publikacji za granicą. Opowiedz nam o tym.

Zaczynałam jako asystent w studiu fotograficznym. Dość szybko zaczęłam realizować swoje wlasne projekty.  Moje prace ukazały się w magazynie z Pekinu. Trzy edytoriale plus okladka. Dwie moje sesje opublikował londyński magazyn Fisco. www.fiascomag.com

3. Gdzie czujesz się najlepiej? Wiem, że sporo podróżujesz.

Moim ukochanym miastem jest Budapeszt, mieszkałam tam dwa lata. Przepiękne miasto położone na wzgórzach. Południowa atmosfera, rolety w oknach tetniące życiem kawiarnie,  langos,  melony,  kawa z lodem i fröccs.

4. Jak wyobrażasz sobie idealną relację między kobietą, a mężczyzną?

 Idealna relacja powinna opierać się przede wszystkim na szacunku.  Ale ja mało wiem o relacjach, od dwóch latach jestem singlem, więc nie będę sie wymądrzać :).

5. Jacy faceci Cię kręcą?

Silni i ambitni.

6. Jakie masz plany na przyszłość, marzenia?

Jakis czas temu ktoś uświadomił mi że ja nie marzę. Wydaje mi się, że wszystko jest w zasięgu ręki i że jeśli na czymś nam zależy to jesteśmy w stanie to osiągnąć. Trzeba tylko wiedzieć czego się chce. Wiem, wiem straszny truizm, ale w moim przypadku schemat plan -> realizacja->cel zawsze dziala.
   

Julita Olszewska dla Love&Trade. Foto Anna Bloda.

Czy Twoja droga w modelingu przypomina typowy scenariusz : od dziecka zachwycano sie twoją urodą i bylaś skazana na pracę w tym zawodzie czy początek był zgoła inny? 

Nikt oprócz mamy się nie zachwycał, wydawało mi się, że mama ma mózg wyprany przez matczyną miłość, a ja czułam się brzydactwem. Trochę mi nie pasowało,  że jestem dziewczyną, chciałam być chłopakiem i tak też wyglądałam… no i chłopakom w klasie podobały się wszytskie inne, tylko nie ja. Ja to mogłam na bramce postać albo po drzewach poskakać .

Do 1szych zdjęć namówiła mnie koleżanka. Wydawało mi się, że  to poroniony pomysł. Byłam zdziwiona efektem naszej pracy, bo lubiłam siebie na tych zdjęciach,  a niekoniecznie  lubiłam się w lustrze czy w swojej glowie.

Zdjęcia, które zrobiłismy  za namową mamy wysłałam na konkurs typu ‘zostań twarzą sratytaty’ , przyjechałam do Wawy na final i tak się zaczęło. W lipcu stuknie mi 10 lat od 1szej okladki. 

Jak uniknąć wszedobylskiego narcyzmu w czasach, gdy wszystko jest zorbitowane na młody wygląd i urodę? 

Mieć gdzieś z tłlu głowy, że to tylko ulotna chwila.  Wyglad i uroda to tylko opakowanie. Uroda przeminie- tego nie da się powstrzymać.

Pomaga  mi  też to, że spotkałam mnóstwo pięknych ludzi w swojej pracy. Pieknych dziewczyn są miliony, ale tych co się zapamiętuje niewiele. 

Wkurza mnie, że tak ciężko ludziom strzeć się z godnoscią, że magazyny nie pokazują dojrzałych kobiet i zmarszczek. Mam nadzieję, że mnie  po drodze nie pokręci  i nie będę sobie niczego naciągać ani wstrzykiwać. 

Jak do tego doszlo, że z topowej polskiej modelki przeobrażasz się w aktorkę? 

Nabrałam odwagi, żeby spełniać marzenia i robić to, na co zawsze miałam ochotę. 

Jakie masz na swoim koncie doświadczenia artystyczne? 

grupy teatralne w 3miescie przy teatrze Wybrzeże i Windzie, borys Godunow w Teatrze Wielkim, spektakle przygotowane w lee strasbergu, teledyski, etiudy…  

Kto dał Ci iskrę do studiowania w Lee strausberg? 

spisana lista marzeń do zrealizowania.  Zostało mi jeszcze tylko jedno - poślubienie Davida Bowiego i jestem DONE. Wyjazd do Lee Strasberga był moim pomysłem, ciężko na niego pracowałam  i zbierałam się do wyjazdu kilka lat. Po pracy z Trelińskim upewniłam się,  że to dobry kierunek i najwyższy czas zrobić Fru. 

Co dała Ci California? dlaczego warto tam być? 

Nabrałam dystansu do siebie i swojego życia.  w Californii czujesz, że mozesz wszystko, że możesz robić co chcesz i nikt cię nie ocenia ani nie rozlicza. Pokochałam chodzić w piżamie do supermarketu! Nikt się temu nie dziwi, nie gapi, czuje się akceptacje w powietrzu. Ludzie żyją zdeterminowani pasją, to jest piękne i  to trzeba naśladować. Ocean, słońce i świetne koncerty.  

Jakie zmiany zaszły w Twoim życiu i percepcji po powrocie do Polski? 

Zrelaksowałam się, przestałam się spieszyć . Teraz wiem, że nic nie muszę, ale wszystko mogę.  

Kogo mogłabyś z łatwoscią zagrać, z jaką postacią mogłabyś się mentalnie utożsamić? 

Jak jest łatwo, to nie jest interesująco. Chciałabym zmierzyć się z postacią Harper z Angels in America albo Margaret z Kotki na gorącym blaszanym dachu. Obie nieszczęśliwe, uciekające z rzeczywistości w swoje własne światy… 

Jakie są twoje aspiracje na dzień dzisiejszy? 

Rozwijać się i uczyć jak najwięcej. 

Wiem, że muzyka pełni w Twoim życiu ważną rolę. Co ona Ci daje i jakich wykonawców cenisz najwyżej? Na jakich koncertach bywałaś ostatnio? 

Music is my boyfriend. Muzyka stawia mnie na nogi jeśli zamulam, ale też uspokaja jak tracę grunt pod nogami. Nie umiem nie tanczyć do dobrej muzyki, w metrze, w samochodzie, w urzędzie, na lotnisku, gdziekolwiek jestem zawsze tanczę. DM, David Bowie, Joy divison,  z współczesnych The National, The Kills, Band of horses, the knife… nie no, moglabym wymieniac i wymieniac. Ostatnio bylam na koncercie Jamiego Woon’a, Chemical Brothers, Kasabian nad jeziorem Loch Ness 

W Jaki sposób dbasz o urodę, w jaki sposób dbasz o duszę :)?

Trzeba dbać o ciało , bo dusza i tak jest  nieśmiertelna…  Używam kremu rano i wieczorem i to byłoby na tyle. Próbuje co chwilę nowych sportów,  jak jest zajawka to jest forma i uśmiech na twarzy czyli piękny zestaw.  Poza tym czytam, słucham, ogłądam, dyskutuje, rozkmniam.

Co jest Twoim speciałem w kuchni? 

Chyba największym sukcesem było do tej pory indyjskie curry z tofu podane na cukini i marchewkach z sezamem. Moje risotto grzybowe i gulasz też wymiatają. 

Czy lubisz dogadazać innym, jeśli tak, to w jaki sposób to czynisz? 
 

Przyszły mi same  świnstwa do głowy…  Uwielbiam rozpieszczać rodzinę i przyjaciół.  Na punkcie rodzeństwa mam pierdolca, więc siedzę i kombinuję co mogłoby ich ucieszyć. Ściągam płyty, książki, ciuchy ze Stanow lub UK. Chyba nie mogą narzekać;  wymyślam im nowe zajawki, wyjazdy, koncerty.  Gdy widzę, jak się cieszą, jestem najszcześliwsza na świecie. 

Łukasz Stępień AW 2011/2012

Nowości od Ani Kuczyńskiej już u nas! Asortyment dziecięcy, akcesoria (portfele, torby), szorty i sukienki z najnowszej kolekcji.

Dziewczyna Love&Trade!-Kasia Klimczyk

Z jakich korzeni muzycznych wyrosłaś?

Pamiętam jak mój tata włączał w domu jazz i klasykę. Mieliśmy mnóstwo płyt gramofonowych, których lubiłam słuchać. Jednak kiedy zamykałam się w swoim pokoju słuchałam kaset z niezbyt ambitną muzyką rozrywkową. Nie uważam, że jest to muzyka zła, bo oczywiście można zrobić dobry pop, jednak do dziś dnia dziwię się, że niektóre z tych nagrań tak bardzo mi się podobały. Teraz wszystko wygląda inaczej, nie mam ulubionego zespołu, wokalisty, przesłuchuję masę płyt, uwielbiam odkrywać muzyczne perełki, czasami są to albumy znane i lubiane przez wszystkich od lat, czasami są to płyty o których mało kto słyszał. Słucham dużo przeróżnej muzyki. Lubie poznawać nowe rzeczy. Jeśli miałabym wymienić konkretne kapele czy wokalistów, ktorych twórczość lubię to byliby: Pj Harvey, Radiohead, The Doors, The National, Cinematic Orchestra, Depeche Mode, Stars, Eddie Veddder, Smolik, Metric, Royksopp, the Smiths i wielu wielu innych, których nazw nie mogę sobie teraz przypomnieć.

W jakim momencie życia uzmyslowiłaś sobie, że zostaniesz muzykiem i jaka droga wiodła ku temu?

Dzieci marzą i mają utopijne wyobrażenia dotyczące swojej przyszłości. Chłopcy chcą być strażakami, doktorami i policjantami ratującymi świat a dziewczynki wyobrażają sobie siebie jako modelki czy piosenkarki. Oczwiście jest to uogólnienie. Ja chciałam śpiewać od zawsze. Byłam dziewczynką z przesadzonym wyobrażeniem o byciu sławną piosnekarką, którą chciałam zostać. Światła reflektorów, świecące sukienki, życie uwielbianej przez innch super star. Teraz kiedy jestem dojarzała osobą, nadal moje marzenie się nie zmieniło, ale podejście do niego owszem. Myślę realnie i bycie muzykiem oddzielam od bycia celebrytą. Mam świadomość tego, że jestem artystką, tworzę muzykę, wyrażam siebie poprzez dźwieki, teksty, obraz. Robię tak jak czuje. Teksty pisze życie, muzyka sama się pojawia. Przychodzi wena wtedy piszę.
Jaka jest moja droga? Hmm długa, kręta, zaskakująca. Wciąż na niej jestem, wciąż idę do przodu. Bycie twórcą działającym w pojedynkę nie jest usłane różami. Wymaga to wiele cierpliwości, pracy i czasu. Szczęście też jest pomocne. Pracowałam już z wieloma muzykami i producentami. Praca z każdym z nich bez względu na to czy była owocna czy nie, czegoś mnie nauczyła. Bardzo rozwinęłam się muzycznie. Jestem bardziej świadoma swojej muzyki.. Nagrywam swoje piosenki, robię do nich teledsyki. Zagrałam kilka koncertów solo, na których można było usłyszeć mój autorski materiał przedstawiony w dość surowej formie (gitara, tamburyn, cymbałki). Wciąż próbuję, pracuję przy różnych kreatywnych projektach, jestem aktywna i staram się nie stać w miejscu. Całe życie się rozwijamy, uczymy. Wciąż pracuję nad sobą.

Jakie sa Twoje aspiracje artystyczne? Jakie trudności pojawiają się na drodze Twojej kariery?

Chciałabym by moja tworczość poruszała ludzi, dawała emocje… by czarowała. Chciałabym aby większe grono osób usłyszało moje piosenki i zobaczyło moje filmy. Chcę też wydać płytę, która będzie ogólnodostępna. Jestem na etapie szukania wytwórni.
Trudności było wiele. Wciąż brakuje ludzi, którzy chcieliby we mnie zainwestować. Nie jestem osobą łatwą we współpracy, gdyż mam swoje zdanie i w pewnych kwestiach dotyczących muzyki jestem nieugięta. Mam coś więcej do przekazania. Jestem prawdziwa w tym co robię. Dziś, kiedy wszystko już było, ciężko jest oczarować innych. Chciałabym by moja muzyka była dla innych ważna, towarzyszyła im i kojarzyła się z tymi dobrymi i złymi momentami życia. Krytyka była zawsze. Cieszę się, że nadal wierze w siebie i nie przestaje tego robić pomimo że wiele osób nie dawało mi jakichkolwiek szans i od początku odradzało tę drogę. Jestem uparta i nigdy nie przestałam walczyć. W pewnym wieku zaczęłam zupełnie inaczej patrzeć na swoją twórczość. Myślę, że czas kiedy mieszkałam w Nowym Jorku bardzo mnie zdeterminował i wiele nauczył. Przyznam, że kiedyś chciałam być po prostu sławna, wydać płytę nie mając wyobrażenia co chcę przekazać. Liczył się sam fakt, że to zrobię. Ten okres mam już za sobą i tworzę bo to lubię, bo mam taką potrzebę, bo czuję się w ten sposób spełniona. Moja muzyka jest dziś jakaś, jest moja. Nie tworzę po to by być, tworzę bo jestem i chcę dzielić się przez muzykę tym co w życiu ważne.

 Czym dla Ciebie jest życie, kim mogłabyś być gdyby nie to ze zostałaś piosenkarką?

Jest bezcenne. Życie to jedna wielka niewiadoma, rollercoster. Zadziwiające jest jak wiele opcji nam daje. Jest kruche i nieobliczalne. Nie zdajemy sobie sprawy z tego, że jutro może nas nie być.
Co do moich życiowych planów. Muzyka jest na pierwszym miejscu, ale interesuje się też modą, podróżami, fotografią i filmem. Mogłabym zostać podróżnikiem, przemierzającym ziemię z plecakiem albo pracować w telewizji jako dziennikarka (w końcu z wykształcenia nią jestem). Pracowałam kiedyś przy produkcji teledysków i reklam w Papaya Films a obecnie zajmuję się produkcją w studiu dźwiekowym Genetix. W między czasie mieszkałam w Nowym Jorku gdzie robiłam najróżniejsze rzeczy. Inspiruje mnie także stylizacja, miałam okazję ubierać parę osób na różnego rodzaju gale. Co będę robić kiedyś jest pytaniem, na które nie znam odpowiedzi. Wszystko może się zdarzyć.

Milość-co to pojęcie dla Ciebie oznacza?

Według mnie miłośc to najpiękniesze co może nam się w życiu przytrafić, daje nam poczucie spełnienia. Nie mowię tu o miłości, która często błędnie rozumiana jest jako bycie z kimś, z obawy przed samotnością. Prawdziwa miłość to coś wyjątkowego. Nie ma nic bardziej ekscytującego, pięknego i dobrego. Co tu dużo mówić, The Beatles już śpiewali „all you need is love“, więc wszystko jasne.

Jakie plany na przyszłość snujesz?

Staram się niczego konkretnego nie planować. Życie bywa przewrotne więc nigdy nie wiadomo co może się wydarzyć. Na dzień dzisiejszy robię to co lubię. Tworzę muzykę, fotografuje wszystko dookoła i podróżuję. Myśląc o swojej przyszłości chciałabym żyć w zgodzie z samą sobą, objechać świat dookoła i stworzyć dom, home sweet home. Marzy mi się Azja, do której chcę w tym roku wreszcie pojechac, myślę też o powrocie do Stanów. Bardzo tęsknię za Nowym Jorkiem. Chcę też dokończyć swój road trip po stanach, który musiałam przerwać.

Kiedy możemy sie spodziewać płyty i w jakim charakterze ona powstanie?

Sama chciałabym znać odpowiedź na to pytanie. To kiedy będzie można posłuchać mojej płyty jest zależne w tym momencie od tego czy znajdę wytwórnię, która będzie chciała reprezentować moją twórczość. Jeśli się nie znajdzie to będę próbowała dotrzeć do słuchaczy w jakiś inny sposób ☺. Mam dużo materiału więc o to się nie martwię. Obecnie jestem na etapie nagrywania piosenek i robienia do nich teledysków. Piosenki są przeróżne. Chciałabym stworzyć płytę, która będzie połączeniem muzyki i obrazu.

Podaj linki z produkcjami, z których jesteś zadowolona.

Najbardziej chciałabym podzielić się z Wami tym czym na chwilę obecną nie mogę. Zatem kilka linków z moimi pierwszymi piosenkami.
‚I got You‘
http://www.youtube.com/watch?v=oW7rY38CajA

everytime i close my eyes
http://www.youtube.com/watch?v=gxsi8zvTbvA

i’m not like everybody
http://www.youtube.com/watch?v=f0NXy_pGpvk
http://www.youtube.com/watch?v=5SLsr8Lt3yw

Kasia Klimczyk w obiektywie Ani Blody.

Dziewczyna Love&Trade - Kinga Kierzek.

Jak to się stało, że wylądowałaś w Nowym Jorku?

Rodzice wysłali mnie, żebym się nauczyła się języka i poznała kulturę amerykańską. No i tak się praktycznie zaczęła moja przygoda z NY.

Co Cię tam trzyma?

Mogę powiedzieć, że miłość do miasta. Po prostu.

Co do miłości - co pokochałaś w NYC ?

W NY pokochałam ludzi: tych modnych i bezdomnych, artystów i biznesmenów, stare budynki i drapacze chmur, małe tajne uliczki i zakorkowane autostrady, Central Park i McCarren Park, Piątą Aleję i sklepy vintage, ruch o 6 popoludniu i o 4 nad ranem. I wszysko pomiędzy.

Słyszałem niepochlebne opinie o The Lee Strasberg. Słyszałem, że jest to wymagająca, pokręcona szkoła. Jakie jest Twoje zdanie?

A jakie niepochlebne opinie slyszałeś? Że szkoła jest wymagajaca i “delikatnie” mówiąc pokręcona? To prawda. Ale to atut. Nieraz zdarzało się, że ludzie z zewnątrz mówili, że LSI jest psychiatrykiem. Niejednokrotnie też bywało, że nowi studenci nie wytrzymywali i wręcz z płaczem wybiegali za czerwone drzwi Instytutu. Osobiście podeszłam do tematu raczej lekko i nie przejmowałam się, że z początku nie bardzo rozumiałam, o co w tym wszystkim chodzi. Szkoła była świetnym doświadczeniem; czterogodzinne warsztaty aktorstwa były bardzo zróżnicowane. Każdy profesor miał inne podejście do studenta . A także inną interpretacje tzw “method acting”, pochodzacej z systemu Stanislavskiego. Od początku praktykował ją sam Lee Strasberg - nauczyciel moich nauczycieli.

Klasy zaczynały się najczęściej tzw “relaxation” gdzie to siadaliśmy na twardych szkolnych krzesłach i mielismy kręcić nogami, rękami i szyją tak długo, aż nasze mięśnie bedą zrelaksowane, a najbardziej niewygodne krzesło stanie się wygodne. Potem przechodziliśmy do “sensory”; niektórzy mieli za zadanie przektałcić się w zwierzę i wić się po ziemi niczym wąż, sycząc i rzucając diabelskie spojrzenia. Kolejnym etapem było dokładanie ludzkich właściwości, takich jak wymawianie słów i tym podobne. W praktyce aktor może sobie wybrać kilka cech zwierzęcia i właczyć je do roli, którą gra. Natomiast metoda “Effective memory” jest bardziej skomplikowana, to tutaj niektórzy wymiękali. Wymaga to wywołania swoich osobistych wspomnień z bliższej i dalszej przeszłości o podobnych sytuacjach, które to przeżywa charakter, z którym aktor się utożsamia. Wiadomo, nie każdy miał sielankową młodość i na pewno wielu z nas choć raz miało w życiu traumatyczne wydarzenie, do którego niechętnie wraca. Otóż, tu jesteśmi do tego zmuszeni. Oczywiście są też te miłe wspomnienia, jakich używamy do ról, w które musimy się przekształcić. I to jest piekne :) Technika używana w szkole to dla mnie nic innego jak psychoanalizowanie samego siebie czy też swoich przeżyć w akcji.Taka terapia wstrząsowa.

A jak Ty poradzilaś sobie z taką grą emocji, wcielaniem się w zupelnie inne osoby? Wymagało to sporo wysiłku?

Oczywiście nie jest łatwo, ale akurat lubię się wsysać w różne postacie i doświadczać po swojemu emocji innych. Lubię robić badania i analizy np. do roli w scenie teatralnej, którą przedstawiałam w Instytucie wcieliłam się w Petre ze sztuki “Gorzkie łzy Petry von Kant”. Petra jest uznaną projektantką mody z problemem alkoholowym i zachwianą psychiką, która się beznadziejnie zakochała w młodej aspirującej modelce. Ale przede wszystkim jest trochę starsza ode mnie. Zatem zaczęłam obserwowałać w środowisku ruchy i mowę ciała pań w wieku bohaterki, podsłuchiwać rozmowy telefoniczne, podglądać w reustauracji. Używałam metody dzięki której mogłam wnieść jakieś momety z własnego życia i dopasować do tej konkretnej sytuacji. Dużo też pomogła mi psychologia, którą studiowałam w Collegu. Instynkt i sensy odgrywaja dużą role. Ale na samym końcu staram się wszystko wziąć lekko, nie próbując przesycić się rolą. Gdy ta jest już skończona, umywam od niej ręce.

Co Ci dała ta szkoła, a czego nie dała?

Szkoła dała mi bardzo dużo. Nauczyłam się tu podstaw jazzu, baletu, salsy, stage combat, co jest bardzo pożyteczne do scen akcji, a także świadomości własniego ciała, balansowania głosu, możliwości kontrolowania skrajnych emocji w specyficznych momentach. A nie dala mi pracy :)

Dlaczego szkoła nie dała Ci pracy? Czy po tak prestiżowej uczelni naprawdę trudno załapać jakąś fajną robotę?

Chyba jest tak, że żadna uczelnia o artystycznym podłożu nie gwarantuje, że Cię od razu wezmą do filmu albo, że galeria przyjmie twoje obrazy czy też wytwórnia muzyczna podpisze z tobą kontrakt. Ogólnie mówiąc, żeby się przebić papier z prestiżowej uczelni nie pomoże. Talent to mniejszy aczkolwiek esencyjny procent sukcesu. Żeby mieć agenta czy też dostać się na casting do porządnej produkcji musisz należec do Uni. Żeby byc członkiem Uni musisz zagrać w kilku unijnych produkcjach, do których bardzo trudno się dostać, ponieważ castingi do takich produkcji są przeważnie zamknięte. Tak więc nie unijni aktorzy próbują sie dostać poprzez “extra” i “backround” role. Ponadto nie będąc obywatelka US też nie pomaga. Długa droga.

Co dalej, jakie plany po jej skończeniu?

Wiadomo rynek filmowy w NY jest zapełniony, konkurencja śmiesznie niejasna, więc jakiś wygórowanych planow nie mam. Poza tym teraz koncentuję się na własnym biznesie. Otworzyłam firmę produkcyjną: KinKier Productions Inc. Planuję wyprodukować w Nowym Jorku długometrażowy niezależny film i jednocześnie w nim zagrać. Jestem na etapie początkowym i najtrudniejszym czyli poszukiwania scenariusza.

Czym zajmowałaś się podczas pobytu w NYC? Jakich zawodów imałaś się?

Na początku było ciężko. Miałam pełno dorywczych prac typu opiekunka do dzieci czy żmudna praca w biurze przy segregacji papierów. Potem się wkreciłam w modeling. Czasami też miałam jakieś zlecenie na sesję zdjęciową jako print model czy też promo show model. Dostawałam zlecenia na Lint Fashion Show, Oscar Bond Salon, Ohio Knits, Red Scooter Clothing, a także Wella.

Co masz już za sobą - jakie produkcje, jakie teledyski, jakie filmy?

Na początku zagrałam w kilku krótkich studyjnych filmach. Potem byla fotonowela “Chambers Street Stop”, eksperymentalny clip “Concious Camera”. Zagrałam też w długometrażowym filmie “Happy Birthday Rita”, który jest w postprodukcji. Ostatni projekt w którym wziełam udział to krótki, niezależny film “STL” - również w postprodukcji.
Na swoim koncie mam też gościnny występ w dwóch teledyskach. Pierwszy dla Kidz in the Hall -“Jukebox” i ostani był dla Fabolous z Amber Rose ” You Be Killin Em”.

Czy nie czujesz się osamotniona w tak wielkim mieście? Jak jest z nawiązywaniem kontaktów w szkole, w samym NYC?

Być może czułam się na początku, ale to było chwilowe. Potem byla miłość, a jak się skończyła, to byli znajomi. W przeciagu 8 lat w USA poznałam tylu wspaniałych ludzi, że nie ma szans na poczucie osamotnienia. Także z obu szkół wyniosłam pełno kontaktów.

Jak naprawdę mieszka się na legendarnym Soho?

Soho jest piekną dzielnicą, w sumie to pogranicze Soho i Nolita. Jest wiele schowanych miejsc, o których turystom nie wiadomo. Są one schowane w podziemiach restauracji czy też jak “La Esqiuna” - zwyczajny niepozorny niby mini mleczny bar na rogu dwóch ulic z meksykanskim jedzeniem, a w środku przy drzwiach z napisem “staff only” stoi pan ubrany w czarny garnitur, który wpuszcza w podziemia swoich lub tych wybranych.

Jest też w Mercer Hotel sekretny podziemny mały klub o nazwie Submercer, gdzie to, żeby się dostać na prywatny event trzeba przeważnie znać hasło.

Wejście jest z drugiej strony ulicy bez szyldu. Zaraz za drzwiami zjeżdża się industrialną windą w dół. Potem przechodzi się przez wąski, ciemny kortytarz, który niczym labirynt prowadzi prosto do klubu. Jest też Soho House, hotel z klubem na dachu, do którego trzeba mieć membership, żeby wejść i popluskać sie w basenie oraz zamowić egzotyczne drinki. Takich miejsc jest sporo. Na Soho odkrywa się nowe miejsca, na ulicy poznaje nowych ludzi i chodzi do coraz to nowszysch restauracji, których jest multum. Obecnie przeprowadziłam się do sąsiadujacej (5 min spacerkiem od Soho) dzielnicy Lower East Side, zapełnionej młodymi ludzmi, a także “hipsterami”. Mnóstwo tu galerii sztuki, małych kafejek, a także butikow z ubraniami młodych projektantów.

Co jest teraz dla Ciebie priorytetem?

Znalezć agenta i rolę, o której marzę.

kingakierzek.com

kinkierproductions.com